Dziennik snów
(...) zobaczyłem niesamowite wręcz przecudne góry. Były tak piękne i zachwycające, że nie sposób ich opisać, aby uświadomić sobie ich piękno trzeba by je zobaczyć ;-) To było tak cudowne doznanie, że moja świadomość rozszerzyła się i wzmocniła wielokrotnie bardziej niż na jawie. Uświadomiłem sobie, że śnię, bo na jawie nie można mieć tak niesamowicie wyostrzonej świadomości i percepcji. Nie miało to specjalnego znaczenia, że wiedziałem iż śnię. Wobec tego niesamowitego doznania stałem tak przez jakiś czas oniemiały, przyglądając się tym cudownym górom, aż pojawił się obok mnie kumpel, z którym zacząłem się dzielić wrażeniami. Zapytałem go, czy jest coś, co mogłoby się równać z tym snem, a on odpowiedział coś w stylu, że wobec tak jasnej percepcji i świadomości wszystko blaknie, po czym zapytał z zachwytem, skąd ten delikatnie wzrastający blask wokół górskich szczytów. Odpowiedziałem, że to właśnie wzrastająca manifestacja wewnętrznego światła. Było radośnie, więc postanowiłem ruszyć w stronę gór, aby napawać się tymi cudownościami.
Kumpel chyba zapytał, czy kiedy zaangażuję się w akcję snu nie pojawi się rozproszenie i różne senne postacie, które sprawią, iż percepcja, świadomość i światło nie przyblakną i nie rozmyją się.
Odpowiedziałem, że nie w tym śnie, ponieważ wewnętrzne światło snu zaczyna dopiero łagodnie wzrastać. Ruszyliśmy w stronę gór zachwycając się wszystkim wokół. Wiedziałem, że jest on senną postacią, która pojawiła się, abym mógł dzielić się z nią radościami tego snu, poza nim nikogo w tym śnie nie było. Dotarliśmy na jakiś nasyp, wokół którego rozciągała się kraina w stylu fantasy, poczułem się trochę jak w grze.
Po drugiej stronie wysoko tkwił klejnot snu, którego blask stopniowo wzrastał i rozpoczęła się gra o dotarcie do niego, przy czym należało w miarę możliwości pozbierać artefakty. Kumpel pobiegł w jedną stronę, a ja w drugą wyznaczając optymalną trasę pozwalającą dotrzeć do klejnotu, a przy okazji zdobyć jak największą ilość strategicznie najbardziej optymalnych artefaktów. Ta zabawa bardzo mi się spodobała i po jakimś czasie udało mi się dotrzeć do miejsca, gdzie wysoko umieszczony tkwił jaśniejący kryształ snu, będący manifestacją wzrastającego światła snu. Był on umieszczony bardzo wysoko na czymś w rodzaju okna.
Stanąłem przy nim i zacząłem zastanawiać się, jak zgodnie z zasadami do niego dotrzeć. Zauważyłem kilka krzeseł i przyszło mi do głowy, aby ustawić z nich piramidkę na parapecie, ale nie było to zbyt stabilne. Kiedy tak zastanawiałem się, czy wejść czy nie na tę konstrukcję zauważyłem, że na parapecie leżą kwiatki lawendy, były bardzo ładne i kiedy zacząłem się im przyglądać z zachwytem stwierdziłem, że skrystalizowały się stając się pięknymi ametystami w kształcie kwiatów lawendy. Uradowany tym zacząłem je oglądać w blasku kryształu snu, dostrzegłem tam też inne kwiaty zmienione w kryształy i kiedy tym się zachwycałem, pojawił się inny kumpel (którego nie lubię ;-) pytając mnie, jak to się dzieje, że jest tu tyle światła i wszystko jest tak przejrzyste. Odpowiedziałem mu, że kiedy oczyszcza się umysł, zachowuje czyste intencje uwalniając się od wewnętrznych splamień, światło umysłu oczyszcza się i wzrasta, co manifestuje się w świetlistych snach, takich jak ten. Dlatego powinien porzucić arogancję, chore poczucie własnej ważności, a kiedy uwolni się od splamień, jego percepcja się oczyści i będzie w stanie doświadczać tego. Kumpel z zawiścią odwrócił się i zniknął. Pomyślałem - a pies go trącał;-))) Zauważyłem jednak, że świnia złośliwie pomięła święty tekst, który tam leżał. Pokiwałem z politowaniem głową i rozprostowałem ten tekst.
Później pojawiło się jeszcze kilka znajomych osób, z którymi odbyłem podobne rozmowy, widząc ich serca. W końcu znalazłem się w zupełnie innym miejscu z kumplem z początku snu. Też były tam cudowne góry otoczone światłem i rozmawialiśmy o świetle snu. Po jakimś czasie sceneria się zmieniła i znalazłem się w jakimś niedużym miasteczku otoczonym górami i tam spotkałem SasQa i jakichś dwóch gości - nie chce mi się tego opisywać, w każdym razie SasQ robił tam różne rzeczy, rozmawialiśmy o snach, ale on był czymś pochłonięty, więc miałem wątpliwości, czy uświadamia sobie, że śni;-) Po jakimś czasie poszedłem oglądać jakby rynek, przy którym stał kościół ze stylizowanym wizerunkiem Archanioła Michała. Była to bardzo ciekawa kompozycja artystyczna, więc zacząłem się jej przyglądać uważnie, podziwiając ją i zastanawiając się, co z nią jest nie tak.
Kontemplując ją odkryłem, że tak naprawdę to jest to nieludzki potwór, zupełnie obcy ludzkiej naturze, ukrywający swą prawdziwą naturę pod fasadą pozornych podobieństw i mylnego wrażenia wynikającą z tego, że ludzie postrzegają wszystko bardzo powierzchownie. Była to bardzo interesująca obserwacja, po której udałem się na wystawę sztuki sakralnej. Była to galeria z obrazami przypominającymi ikony, kiedy jednak moja wyostrzona percepcja połączona z niesamowicie mocną świadomością oddawała się po kolei kontemplacji tych dzieł dostrzegałem i uświadamiałem sobie różne ukryte aspekty i znaczenia tych obrazów. Szczególnie interesujący był obraz przedstawiający Madonnę, za którego fasadą ukrywały się dwa stare archetypy opiekuńczych zwierząt: sowy i chyba kota, zapomniane na jawie, a jednak bardzo wyraźnie manifestujące się w podświadomości artysty.
Pomyślałem, że taki niezwykły świadomy sen potrafi ukazywać zadziwiające rzeczy i znaczenia i że warto by kiedyś na jawie przyjrzeć się różnym dziełom sztuki sakralnej i odszukać za fasadą obrazów archetypowe wpływy nieświadomości artysty, z których on sam nie zdaje sobie sprawy, a które oddziaływają na niego i przejawiają się w jego dziełach, i co ci chrześcijanie tak naprawdę czczą - może to wyjaśniłoby ich postępowanie nie mające nic wspólnego z tym, co oficjalnie głoszą. Archetypowe siły, szamańskie bóstwa i demony ukrywające się za fasadą oficjalnej religijności mogłyby wiele wyjaśnić. Uświadomiłem sobie też, że te bóstwa się zmieniają; w pewnych okresach dominują jedne, a w innych inne. Kocio-sowia bogini z ikony nie była zła, podczas gdy nowy archanioł z fasady kościoła miał niewątpliwie charakter demoniczny. Pomyślałem, że w dziełach sztuki i gustach sakralnych danego czasu odbijają się dominujące nieświadome siły kontrolujące wiernych. Zanotowałem to spostrzeżenie i udałem się do muzeum kościelnego, które było nieopodal, by podziwiać znajdujące się tam dzieła sztuki i odnajdywać zawarte w nich przesłania. Obudziłem się po 6 godzinach snu doskonale wypoczęty i pełen energii, zastanawiając się, jak to możliwe, że sen mógł być tak długi i tak niezwykły, pełen zastanawiających treści.
suplement diety Alveo
Fragmenty ebooka "Uzdrawiający sen", więcej...
Co jeszcze znajdziesz w ebooku „Uzdrawiający sen”?
Uzdrawiające sny są wspaniałym, wyzwalającym przeżyciem, którego każdy powinien doświadczyć. Uwalniają od długotrwałych napięć fizycznych i psychicznych. Poprawiają samopoczucie psychiczne i fizyczne. Poprawiają stan zdrowia prowadząc do wyleczenia z wielu dolegliwości. Poprawiają funkcjonowanie umysłu, czyniąc go jasnym i spokojnym. Wzmacniają ciało i umysł. Poprawiają funkcjonowanie na jawie, zwłaszcza w sytuacjach stresowych.
Co więc zawiera ten ebooki i dlaczego powinienem się nim zainteresować? - zapewne chciałbyś zapytać.
Fragmenty ebooka "Uzdrawiający sen", więcej...
Opinie czytelników
| Data | Imie i nazwisko | Opinia |
|---|---|---|
| 2008-01-15 | Sławek elektronik | Jak wykorzystać sen do uwolnienia się od stresu, zmęczenia oraz zwiększyć swoją energię - te i wiele innych praktycznych wskazówek uzyskać można czytając tę książkę. Sen to nie zmarnowany czas! |
| - | - | - |
| - | - | - |
| - | - | - |
Fragmenty ebooka "Uzdrawiający sen", więcej...




